blogspot visit counter

wtorek, 8 listopada 2011

Late Night Venture, Khoma, Rome, Kongh.

Late Night Venture - Acorns Fall


Magicznie, delikatnie i bajkowo.... dośc łagodny wstęp z lekkimi gitarkami, nieco narastające napięcie, a potem... delikatny (ale w ciekawym wydaniu!) wokal... gitary schodzą na dalszy plan, powoli wybijany rytm... ah! Bardzo dobry sposób na wprowadzenie i zwrócenie uwagi na głos. :-)
Dalsza część, już okraszona wyraźniejszym brzmieniem elektryka to cudowna, klimatyczna mieszanka brzmień, w sam raz na wieczór. 
Intrygująca melodia, dobry głos, klimat... Utwór, przy którym po prostu można zamknąć oczy i nim oddychać... :-)
Myślę, że Late Night Venture zagości na moim blogu jeszcze nie raz... :-)
Na pewno już teraz z bardzo czystym sumieniem mogę polecić ich EP lluminations (a którego Acorns Fall pochodzi)... Bajkowa, choć krótka całość. :-)


Khoma - A Final Storm
Po umiarkowanie długiej przerwie w słuchaniu, Khoma wraca do mych łask. Z których nie wypadła zresztą ze względu na to, że jest nudna, ale raczej dlatego, że poznawałam nowych wykonawców. Jakkolwiek odgrzebałam na razie tylko ich album The Second Wave, dzisiaj wrzucę piosnkę z innej płyty - A Final Storm z LP o tym samym tytule. 


Przyjemne bębny na wstępie, wątławy wokal Jana Jämte, który lubię od zawsze, melodia, do której przyjemnie wrócić, bardzo miły dla ucha drugi głos fajnie i miękko "schodzący" pod koniec słów we fragmentach poprzedzających refren i wiele innych atutów. Słuchanie A Final Storm sprawia mi przyjemność "od zawsze" i nigdy się nie nudzi.


Rome - Secret Sons of Europe
Akustyk, który pieści uszy, niski głos z nuteczką chrypki (ah, te subtelności...:-). Połączenie dynamicznego, lecz łagodnego, cudownego podkładu oraz nieco powolnego śpiewu. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy usłyszałam ten utwór, skojarzył mi się z:


Yann Tiersen ft. Claire Pichet - Summer 78
http://oliwowy.wrzuta.pl/audio/4WqlAqqVvH3/23_-_summer_78_mit_claire_pichet#none (wybaczcie wrzutę, na YT o wersję z głosem Claire baaaaardzo trudno)
Ah, Yann!


....A skoro już było już relaksująco, łagodnie i miło, to czas na koniec dodać nieco mroku i niepokoju. Także na czarrną jak kawa noc, dwa utwory chłopaków ze Szwecji. Proszę Państwa, oto Kongh - którym zapewne jeszcze Was uraczę.  :-)


Kongh - Pushed Beyond


Kongh - Counting Heartbeats
http://soundcloud.com/kongh/counting-heartbeats
(wybaczcie linka, ale był problem z opcją share). 

... diabelnie przyjemnie i bez litości! Piekielna, niespieszna uczta u Szatana! ;-) Szkoda, że tej jesieni trasa Kongha ominęła nasz kraj.

środa, 26 października 2011

White Rose Movement, Amdusica, O.N.A.

White Rose Movement - Kick
W końcu musieli się tu pojawić - a zwłaszcza ta piosenka. Często indie mnie irytuje, jednak nie w tym przypadku. Dynamicznie, z ciekawymi wstawkami z perkusji. Na co od początku zwróciłam uwagę, to momentami specyficzny, ale ciekawy i przyjemny dla ucha wokal.
.... i dzięki bogu nie zbezcześcili tego utworu teledyskiem tak fatalnym jak w przypadku Girls In The Back....:)


Amdusica - Absolution
Mieszanka brzmień, która może być zupełnie niestrawna dla odwiecznych i zaciekłych wrogów electro: dark electro. Sama muszę przyznać, że gdyby w utworze pozostawić tylko podkład, zdecydowanie by mi się nie spodobał. Czym mnie jednak przekonał do siebie już dość dawno temu? Ano kontrastem pomiędzy brzmieniami, które kojarzą mi się z dyskotekami oraz tym demonicznym głosem. Ot, ciekawostka warta przypomnienia sobie. :-)


O.N.A. - Mrok
Niegdyś utwór na mocnego doła, dzisiaj słuchany dla piekielnej przyjemności. :-) Ah, te gitary, wybitny, zachrypnięty wokal Agi Ch. - w rockowym wydaniu zdecydowanie należy do moich ulubionych. Wrzucam, ponieważ "Mroku" słucha się diabelnie przyjemnie. Piosenka pojawia się tu także jako przypomnienie, że Chylińska kiedyś współtworzyła kapitalną muzykę z pazurem i tekstami, którymi można pogorszyć niektórych sąsiadów starszej daty. ;-)
O.N.A. - to było coś....

środa, 19 października 2011

A Whisper in the Noise, Crippled Black Phoenix i znowu Hateful Abandon :)

A Whisper In The Noise - Armament

Jedna z piosenek, które mi się nigdy nie nudzą. PRzede wszystkim zdecydowanie lubię ją za całokształt.  W co lubię się szczególnie wsłuchiwać? W wyrażnie wystukiwany pałeczkami rytm, barwy gitary w różnych fragmentach, to, w jakim stopniu i czy dominują w brzmieniu, kontrasty pomiędzy fragmetami mocniejszymi i tymi, w których "główne skrzypce" gra pianino...  

Crippled Black Phoenix - 444


Ciekawa melodia, zarówno zagrana przez gitary, jak i zaśpiewana przez wokal. I wchodzące momentami skrzypce (? - pewna nie jestem, bo brzmią nieco bardziej miękko niż zwykle, z podobnymi barwami jednak kiedyś się spotkałam - przynajmniej tak sprawa wygląda na moich słuchawkach). Całkiem dynamicznie, ale bez szaleńczego tempa. Ze zmieniającym się napięciem. Nie powiem, przyjemnie było tę piosenkę "odkopać" w pamięci i znowu przesłuchać. :-)

Hateful Abandon - Poundland


Tak, wiem, że Hateful Abandon już było, ale po prostu muszę dzisiaj wrzucić ten utwór - już od dłuższego czasu naprawdę mi się podoba. Punkt pierwszy: początkowo niiiski wokal o mocnej barwie, który potem przechodzi w krzyk, okraszony przyjemnym chórkiem w niektórych momentach. Dwa: to, czego brzmienie zawsze się dla mnie liczy - a więc gitarzyska - riffy i w wyższych, i w niższych rejestrach. Trzy: cały czas, ten sam, nieco "marszowy" rytm. Przynajmniej u mnie budzi takie skojarzenie.
Dość ciężki utwór, ale jak dla mnie - raczej brzmieniowo, bo zdecydowanie nie w odbiorze. Akurat mi od razu wpadł w ucho. :-) 

poniedziałek, 10 października 2011

Back.

Słuchawki grają, jest na czym pisać, a wieczór pełen emocji powyborczych zakończony. Czas wrócić. Ciężko, mało popularnie + znany deser. Generalnie staram się nie wrzucać utworów artystów mega mega znanych, czasami jednak, dla piosnki(ek), których słuchanie sprawia mi szczególną przyjemność, lubię zrobić wyjątek. Tak też było i tym razem. Miłego smakowania. :-)


Ufomammut - Hellectric  


Jak zwykle ciężko, klimatycznie i mrocznie. Początek lżejszy, wycofane wokale, potem pojawiają się mocniejsze riffy. 
Przyjemność w każdej z części - zarówno tych łagodniejszych, jak i mroczniejszych brzmieniowo. 
Jakkolwiek zwykle to wokal jest dla mnie ważnym elementem utworu, tutaj jego ilościowo ograniczona rola mi nie przeszkadza. Gitary, rytm, umiejętnie momentami budowane dzięki nim, narastające napięcie - wszystko to jest na tyle przyjemne dla ucha, że na to, że śpiewu/ krzyku w utworze nie ma za dużo, jakoś przesadnie nie chcę narzekać. ;-)



Sky Architects - Cave in


Spokojnie, łagodniejsze gitarki w górnych partiach, rytm niekiedy bardzo ciekawie zgrany z wokalem. Niby spokojnie, jednak wciąż dość dynamicznie. 
No, może perkusja nie podoba mi się w jednym momencie - brzmi kiczowato. Ale włąśnie w tym samym czasie tempo wzrasta w przyjemny dla ucha sposób, do tego dorzucane są gitarki na tyle przyjmne, że... wzamian za sprezentowanie moim uszom takiej końcówki utworu, jestem w stanie o ów niedoróbce zapomnieć. Kupili mnie. :-)



The Blood of Heroes - Blinded


Ciekawe połączenie gitar o mroczniejszej barwie i rapowania z dodatkiem drum'n bassowych rytmów. Zwłaszcza w momentach ich wyraźnej dominacji ciekawie zmienia się rytm granych akordów. Nie ukrywam - to moja ulubiona część utworu. :)


Na koniec coś nieco popularniejszego - kilka utworów z płyty Blackfield - Blackfield. Ostatnimi czasy słuchałam jej na odtwarzaczu nader często i gęsto, trudno mi było nie ulec jej urokowi. Zresztą czy można się oprzeć tak przyjemnym dla ucha piosenkom?:-) Niekoniecznie przepadam za tak lekkimi gitarami - jednak w niektórych utworach z tej płyty zostały (wraz z rytmami i melodiami) zostały tak wykorzystane, że osobiście uważam je za duży atut płyty.
Płyta warta poznania dla tych, którzy nie znają jej jeszcze, a przypomnienia dla tych, którzy mieli (zapewne) przyjemność ją poznać. :-) Rozluźnienie, relaks, rozkosz. :-)


Blackfield - The Hole in Me


Blackfield  - Perfect World




Blackfield - Summer




Płyta najlepiej smakuje w całości. Najlepiej w lepszej jakości niż na YT. Jest lekka, przyjemna, ale nie nudna. Mnie oczarowała. :-)

sobota, 8 października 2011

BRB

Nie było mnie tu zbyt dużo dni. Powód był dość irytujący: ostatnimi czasy moje sprzęty to z własnego widzimisię, to poprzez powierzenie debilom, musiały albo powędrować do warsztatu, albo trzeba było to i owo dokupić. Działa już to, co wystarczy do powrotu do pisania, także w dniu jutrzejszym najpewniej pojawi się (wreszcie!) nowy wpis.

Oczywiście, mogłam rzecz prowadzić na słabszych słuchawkach, ale to nie pozwoliłoby mi na smakowanie niektórych brzmień. Wolałam przeczekać i mieć warunki do tego, by lepiej wybierać. Zresztą, czekać było warto, a ja zapowiadam poprawę. Amen.


wtorek, 27 września 2011

Hateful Abandon i przepyszny klasyk :-)

Hateful Abandon - Human Cklockwork

Wieczór, wyłączone światła, piwo, kofeina. Kadzidło o zapachu kadzidła i świeczki. Zamykam oczy. Czas na posmakowanie odrobiny Hateful Abandon. 
Wyraźny bas, ciekawy podkład. Wchodzi niski, mocny, niekrzykliwy wokal. Tempo umiarkowane. W przeciwieństwie do basu, część podkładu po każdym odśpiewanym fragmencie utworu wydaje się nieco w ciekawy sposób przedłużać i opóźniać. Napięcie sięga zenitu. Dochodzą klawisze. Nie potrzeba wokalisty,który pojawia się jeszcze tylko na chwilę. W tym momencie utworem się oddycha. Ah!I te gitary w tle!
Na deser dostajemy bardzo przyjemne, spowalniające tempo, które nas prowadzi do końca utworu.

Kawałek może za pierwszym razem nie każdemu podejść, moim skromnym zdaniem warto jednak poświęcić czas na jego smakowanie i odkrywanie.
Warto, bo smakuje wtedy wyśmienicie. :-)


Hateful Abandon - The Way It Ends


Sam początek może nie powalać. Irytować może dość kanciate brzmeinie perkusji. I ta faktycznie przez cały utwór jest hm... raczej monotonna. Tak samo jest z basem. To zresztą niejedyne powtarzające się w utworze motywy.
Co jest ciekawe, to kontrast wokalu - zachrypniętego, mocnego i ciekawego. Monotonia vs głos z "tym czymś". I jakże różniący się od tego, który pojawił się w "Human Clockwork".

Oba utwory pochodzą z albumu "Move", który wyszedł bodajże w lipcu tego roku i który zdecydowanie muszę przesłuchać. :-)

 

A na koniec, po "cięższych" w odbiorze brzmieniach, klasyk:
Type O Negative - Black No. 1 (Little Miss Scare -All)


Tego utworu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Nie potrafi mi się znudzić, jest aromatyczny i smakowity jak diabli. Mój ukochany wokal niestety(!) nieżyjącego Pete'a Steele'a,przepyszne gitary. I czarno - biały klip z przyjemnym światłocieniem.
Uwielbiam!

 
Tyle na dzisiaj. To był smakowity wieczór. :-)

piątek, 23 września 2011

Isis + Aerogamme, Battle of Mice

Isis + Aerogamme - Low Tide


Bardzo miły dla ucha, lekki, relaksujący wstęp - przyjemna, ciekawa melodia, wyższe dźwięki w tle, które tak jakoś kojarzą mi się z migocącymi gwiazdkami na niebie. ;)
Na wokal trzeba nieco poczekać. Nieco wątły, dość delikatny, w połączeniu z podkładem i rytmem tworzy bardzo przyjemną całość. Słuchawki, zamknięte oczy, ah!
Jak na mój gust, Low Tide to kapitalne dzieło dwóch zespołów, które niestety już nie istnieją. Nad czym wielu ubolewa. 


Battle of Mice - Bones in the Water

Utwór zaczyna się słowami wypowiadanymi przez Julie Christmas i bardzo minimalistycznym podkładem praktycznie "wybrzdąkanym" na gitarze. Już tutaj głos wokalistki ma ciekawą barwę - z jednej strony jest w nim coś dziewczęcego, z drugiej jest nieco jadowity i okraszony nutką demoniczności - jak to u Julie. ;)
Wstęp w całkiem przyjemny sposób wprowadza do tego, co mi w "Bones in the Water" najbardziej smakuje: przyjemnie kontrastowego do "aperitifu", kapitalnego, naładowanego mocą połączenia gitar oraz krzyku pani Christmas. ciężko, klimatycznie i z jedną z moich ulubionych wokalistek. Wciąga. :)


Na dzisiaj tylko te dwie sztuki. Biję się w pierś, żem tym razem niekonsekwentna, mea culpa, obiecuję poprawę. ;)

piątek, 16 września 2011

Ciężko, nieco lżej, najlżej. ;-)

Dzisiaj ciężko i transogennie. Pisząc "ciężko", bynajmniej nie mam na
myśli tego, że zakróluje jedynie brzmienie gitar - chodzi o specyfikę utworów.
Sugeruję zamknąć oczy i dać się ponieść dźwiękom. Najlepiej na słuchawkach. :-)

Bong Ra - Dub Murderer
Bong Ra












Kompletny odjazd. Głębokie basy pomieszane z wokalem doskonale
pasującym raczej do utworu reagge, jednak połączenie to wychodzi
zdecydowanie ciekawe. Niby na początku tempo jest dość powolne, ale
podkład buduje pewne narastające napięcie.
Pierwsza część utworu może nie przypaść do gustu niecierpliwym, dla
niektórych może się przedłużać. Jak dla mnie bardzo fajnie wprowadza w
drum n' bassową napierdalankę w drugiej części, tym ciekawszą, że
przyprawioną "starym" podkładem w tle, który doskonale "pogłębia"
brzmienie.

! Utwór powinien być obowiązkowo słuchany na słuchawkach. Na moich
skromnych Creative'ach Aurvana Live brzmi przepysznie! :-) Smacznego.:)


Ufomammut - Stigma
Ufomammut




















Mroczne, niskie tony, do tego pojawiające się w pewnym momencie
metaliczne brzmienie talerzy, wchodzący głos, wszystko bez zbędnego
pośpiechu, chwila przerwy i... to jest to! Cięższe gitary i głos Urlo
dają nieziemskiego czadu! Bez masakrycznego tempa - siła tkwi w
klimacie! :)


A na koniec smakowite, nieco lżejsze w odbiorze i jakże wciągające:

Jesu - Silver
Jesu

























Kapitalne riffy, przemiły rytm, smakowite basy. No i spokojny,
wspaniale współgrający z całością wokal Justina Broadricka.
Releksuje i zniewala. :)






Ja po tej serii jestem na odlocie! :-)

środa, 14 września 2011

MDB, The XX oraz Rotting Christ. Smacznego! :)

Kolejne smakołyki. Na początku smutniej i spokojniej. Szatan na deser. ;)

My Dying Bride - Roads
Aaron. Muszę zobaczyć jego występ na żywo.





















Wspaniały cover Portishead połączony w tym przypadku z kapitalną animacją Burtona. Powoli, spokojnie, melancholijnie. Bardzo smutny, ale jakże piękny utwór. Lubię zarówno w tym, jak i oryginalnym wykonaniu.


The XX - Night Time














Lekki, słabawy, dość delikatny, ale czy wątły wokal? Może odrobinę. Do tego przyjemne, również leciutkie gitarki w tle. Powoli narastające napięcie. Trudno mówić o monotonii. Podkład, który ciekawie i stopniowo się zmienia. Mmmmm.... :)


Rotting Christ - Threnody














Smakowity kawałek Rotting Christ. Przyjemny, transogenny wstęp i kapitalna, mroczna kontynuacja. Przyjemne gitary oraz głos Sokisa Tolisa. 


Delicje! :)

wtorek, 13 września 2011

Zaczynamy. O co chodzi i pierwsze utwory. :)

 Blog powstał po to, by promować muzykę, której najpewniej nie usłyszysz w radiu, a już na pewno możesz zapomnieć, że poznasz ją na znanych stacjach muzycznych. 

Niestety często promuje się absolutny chłam. Oczywiście, wśród popularnej muzyki można znaleźć i utwory nie najgorsze, po co jednak ograniczać się do paru takich sobie pozycji na krzyż, skoro istnieje masa utworów z o wiele wyższej półki? Mniej lub bardziej znanych, najczęściej w mniejszych gronach (w porównaniu do mas słuchających najświeższych hitów). 

Siłą tych piosenek jest brzmienie - nie zawsze łatwe do przetrawienia dla każdego. Nie pomagają im kasowe teledyski, bo te zwyczajnie najczęściej wogóle nie powstają. Siłą tych utworów jest ich klimat - tylko tyle i AŻ tyle.

Odnośniki - Youtube,  klipy fanów - najczęściej muzyka + zdjęcia. Zamknij oczy i rozkoszuj się... :)


Na dzisiaj:

Spylacopa - I Should Have Known You Would.
http://www.youtube.com/watch?v=LoiEHXSrO2s 

fot. profil Spylacopa na last.fm













Smakowite gitarki na wstępie, przyjemny rytm, wokal i wsparcie "z tyłu". I ta melodia...
Niezmiennie uwielbiam, niezmiennie odpływam, słuchając.
"I should have known You would... I should have killed you!"
Oh, kocham tę barwę głosu wokalisty, która pojawia się po tych słowach! I tę długą solóweczkę potem. Nad tym utworem naprawdę jestem w stanie się rozpływać i rozpływać....

"I should have known you would... I should have killed you!"

Jesu - Old Year
http://www.youtube.com/watch?v=DR8-tCkJryg 

fot. profil Jesu na last.fm















Boże, pamiętam jeszcze czasy, w których absolutnie nie znosiłam Jesu. Ba, przyznam się nawet, że zdarzyło mi się zasnąć (!) na ich koncercie - przy wielkim, rozwalającym bębenki głośniku, wśród tłumu, który większość wieczoru właśnie Jesu oczekiwał. Zdecydowanie mi wtedy ta muza nie podeszła.

Faktycznie - jest ona niekoniecznie łatwa w odbiorze, ale kiedy już się człowiek w niej rozsmakuje... ma w sobie to intrygujące coś.

Muzyka Jesu była tworzona po to, by być strawna dla wszystkich - ciężka, powolna, melancholijna. Jeśli jednak zaczniesz jej słuchać, równocześnie zaczniesz nią oddychać.Jesu jest jak drogi smakołyk - ma mocny, charakterystyczny smak, nigdy nie wpieprza się go hurtowo, ale delektuje się nim w mniejszych ilościach, powoli.



Electric Wizard - Witchcult Today
http://www.youtube.com/watch?v=6tNyra2qZT8

fot. profil Electric Wizard na last.fm


 













 Trudno nie zakochać się w brudnym brzmieniu tej piosenki, jej demonicznym klimacie. Do tego kapitalnie pasujący do całości wokal Jusa Oborna - mmmmm.....

Polecam także połączenie utworu z animacją, która świetnie nadawałby się na oryginalny teledysk do ów piosnki. Radzę oglądać z pewnej odległości - inaczej jakość obrazu może przeszkadzać:
http://www.youtube.com/watch?v=sWUZdSp1Kq8

Piekielnie dobry miks.. ;)