blogspot visit counter

piątek, 6 stycznia 2012

Wróciłam.

Jest sens. Dopóki istnieje intrygująca muzyka. Dopóki ktoś mi mówi, że fajnie było poznać jakiś utwór. Dopóki pojawiają się utwory, które mnie zniewalają i od siebie uzależniają.
Dzisiaj na ruszt wrzucam to, co królowało na moich słuchawkach ostatnimi czasy, wciągając mnie niekiedy niemiłosiernie. :-)

Na wstępie spokojnie. Chyba na tę piosenkę czekałam.
Lana Del Rey - Born To Die
 
Jestem zaintrygowana. Nie mogę się uwolnić od tego utworu, nie mogę się napatrzeć na klip. Nawet jeśli momentami nie podoba mi się sposób, w jaki Lana śpiewa. Momentami mnie lekko irytuje. Ale tylko momentami. 
Piękny wstęp, cudna melodia, przyjemny, niski wokal.
Jestem zaintrygowana, jestem zauroczona, jestem zasłuchana. :-)

Ot, łagodne, ponowne, muzyczne "dzień dobry" z mojej strony. ;-)
I "tylko" po to, by zaraz przejść do nieco innych klimatów.


White Ring - Ixc999
 
Tak, nieco ciężej, mroczniej, acz nie w tym zapewne w pierwszej kolejności przychodzącym na myśl sensie. 
Elektronika w bardzo dobrym wydaniu. Dopracowana, przestrzenna, niecukierkowata. Do tego mocno wciągająca. Polecam cały album Black Earth That Made Me - jest najeżony ciekawymi brzmieniami. Klimatyczne wokale, krzyki (ale nie w nadmiarze) i niekiedy bardzo ciekawe, mocne, wbijające się w ucho, rytmiczne basy - zabójcy.

Tryptikon - In Shrouds Decayed
 
O tak... ten utwór tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że konstrukcja oparta na kontrastowych częściach to jest to!
Piękny, dość łagodny, ale klimatyczny wstęp. Początek nieprzeładowany gitarami, jest ich wręcz odpowiednio "mało". Dopiero potem zabierają trochę więcej "przestrzeni" (czy Wy też czasami postrzegacie dźwięk jako przestrzeń?;-) Do tego niski, specyficznie "chropowaty wokal... O tak, już na wstępie jest przyjemnie.
Ale jeszcze ciekawiej robi się dalej. Już samo przejście pomiędzy dwoma najważniejszymi częściami In Shrouds Decayed bardzo mi przypadło do gustu. I te dynamiczne gitary zaraz po nim. :-) O tak, jest moc!
I wielkie brawa za umiejętne połączenie nieco diabolicznego, bardzo niskiego, jakby nieco z innego wymiaru męskiego głosu z wyższym, damskim wokalem. :-)
Jak dla mnie całość to cudo! :-)

Nieco krócej, jeśli chodzi o słowa, równie rozkosznie, jeśli chodzi o dźwięki:

Septic Flesh - Anubis
Wstęp + krzyk + ryk + moc. Szatan i siarka, ale w ciekawym wydaniu. Urozmaicone brzmienie. Dynamika. Za to wszystko piekilnie Anubisa polubiłam. 

My Own Private Alaska - After You
 
Pianino, prekusja i krzyk. Uzależniające trio. ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz